Lata 1983-1985

Lata 1983-1985 – Pierwsze większe sukcesy

Początek lat 80. to okres wypracowywania przez drużynę własnych, oryginalnych pomysłów programowych i metodycznych. „Paszport obozowy”, „popis” zastępu[6], „najbardziej demokratyczna rada drużyny”[7], czy rozbudowana obrzędowość[8] powstawały właśnie wtedy. Wtedy też zaczęto nas dostrzegać w hufcu, a niektóre środowiska zaczęły brać z nas przykład. Wtedy też zaznaczyła się najistostniejsza cecha drużyny, czyli jej "wielopokoleniowość". Harcerze młodsi, starsi, wędrownicy (jak dziś się ich nazywa) działali razem, dorastając razem z drużyną. Paweł Pawlik, który zaczynał chyba w 1980 roku, jako zuch w drużynie T. Grabowskiego, został drużynowym "Śmiałków Przestrzeni" w roku 1990. Takich harcerek i harcerzy było wielu[1].

Pierwsza połowa lat 80. to również wyprawy zagraniczne „Śmiałków Przestrzeni”. Najpierw, w lipcu 1982 roku wysłaliśmy jeden zastęp na dwutygodniowy turnus w Tata, na Węgrzech. Niestety, nie zachowały się z tego w1983 006 lip 06 tytul 640yjazdu żadne materiały, poza krótką wzmianką w kronice drużyny.

Kolejnym był wyjazd w lipcu 1983 do Koenigwuesterhausen, w ówczesnej NRD. Tu już było 25 „Śmiałków Przestrzeni”, dlatego relacje w kronice i materiał fotograficzny są znacznie bogatsze.

W lipcu 1984 roku wysłaliśmy aż dwie kilkunastosobowe grupy do Czechosłowacji. Jedna z nich przebywała w m. Vitkovice z Tomkiem Grabowskim, druga w Zdonov z Mariuszem Niewiadomskim. W tym samym roku na naszym obozie w Kujaniu gościliśmy też grupę dzieci z Czechosłowacji.

Wyjazdy te sporo nam dały, bo umożliwiły kontakty z harcerzami z innych hufców (nasze grupy wchodziły w skład większych turnusów) oraz z rówieśnikami z zagranicy. Dla dzieci w tamtym czasie (paszporty nie były swobodnie dostępne, na wszelkie wyjazdy zagraniczne konieczne były wizy, a stan wojenny z wieloma ograniczeniami, wprowadzony w grudniu 1981, został oficjalnie zakończony dopiero wiosną 1983) była to wyjątkowa atrakcja.

Obóz w Rutkach, w 1983 roku, był z kolei pewnym przełomem programowym. Miał bardzo rozbudowaną obrzędowość indiańską[9], w której skład wchodziły też stroje obrzędowe. Taki strój musiał mieć każdy uczestnik obozu, a niektóre z nich były naprawdę bardzo ciekawe. To był jeden z powodów, dla którego amatorską kamerą 8 mm sfilmowaliśmy program na ognisko, opowiadający zamkniętą fabułę obrzędową. Niestety, film ten gdzieś zaginął, ale dzięki niemu na kilku kolejnych obozach wprowadziliśmy do programu „produkcję filmu fabularnego” i te filmy możecie zobaczyć tutaj. Jeden z tych filmów pokazywano nawet w telewizji publicznej w 1986 roku, jako materiał ilustracyjny w programie harcerskim[10].

Dotąd  „Śmiałkowie Przestrzeni” brali udział w letnich wyjazdach jako podobóz w obozie organizowanym przez hufiec lub krąg instruktorski. Ale naszym marzeniem było zorganizowanie stałego obozu samodzielnego, co wtedy nie było „trendy”. Hufiec uważał, że w obozie drużyny weźmie udział zbyt mała liczba uczestników, żeby było to opłacalne ekonomicznie. Zastanawiał się, skąd weźmiemy kadrę instruktorską w takim małym środowisku, etc. etc.  My jednak uważaliśmy, że obóz drużyny to naturalna i najbardziej zdrowa kontynuacja pracy wychowawczej w czasie roku szkolnego, ponieważ biorą w nim udział harcerze znani z codziennej pracy w roku szkolnym. Dlatego systematycznie się do tego przygotowywaliśmy. Kompletowaliśmy sprzęt, przygotowywaliśmy kadrę, zbieraliśmy pomysły programowe. Jednak dopiero w 1984 roku zniknęła ostatnia formalna przeszkoda do organizacji takiego obozu – przyznano mi stopień phm i w ten sposób zdobyłem uprawnienia do samodzielnego prowadzenia placówki wypoczynkowej.

Pierwszy obóz samodzielny w Czarmuniu, w 1985 r., był pamiętny z wielu powodów. Nie wyszedł do końca tak, jak sobie to wyobrażałem, ale na pewne sprawy nie było rady. Wymagał bardzo dużo poświęcenia i pracy od kadry, ale kadra okazała się być znakomita i to dzięki niej, przede wszystkim, zdaliśmy ten egzamin. Udało nam się rozbić namioty w miejscu, gdzie nigdy wcześniej (ani później) nie organizowano obozów – świadomość tego faktu była mocnym przeżyciem. Bardzo fajnie wyszło zdobnictwo obozowe i całkiem nieźle obrzędowość jako całość[11]. Po raz pierwszy zrealizowaliśmy wtedy wędrówki zastępów „dalekiego zasięgu”[12]. No i wyjazd (i przyjazd) z obozu odbywał się koleją, a nie autokarem, jak wcześniej.